Nowości kwietnia: Jason Hunt, Samsung, Yankee Candle i Silcare ♥

Pamiętacie jak na początku tygodnia wspominałam, że mój laptop wyzionął ducha chwilę po tym jak udało się zrealizować projekt 7 postów w 7 dni? Teoretycznie powinnam się złościć, bo w planach nie miałam kupna nowego sprzętu jednak złośliwość rzeczy martwych czasem tak nas zaskakuję. Nie było czasu na rozpacz bo Ł. ruszył z pomocą i od razu zamówił dla mnie nowy sprzęt.



Samsung - po 3 letnim romansie z marką Asus i prawie dwuletnią przygodą z marką HP przyszedł czas na Samsunga. Ł. zapewnił, że nowy produkt da mi wszystko to czego potrzebuję a nawet więcej. Tak więc oto od dziś bloguję dla Was przy użyciu małego białego cuda. Spodziewajcie się niebawem wpisu o sprzętach na których pracuję - będzie mowa o lustrzance, laptopie i telefonie czyli debiut marek Nikon, Samsung i Apple doczeka się swoich 5 minut na blogu.





Jason Hunt - jeśli śledzicie mnie na Instagramie (a jeśli nie to zjedźcie na sam dół bloga i rzućcie okiem na Instagramowe migawki) wiecie, że w ostatnich dniach z Tomczykiem chodzę spać i z Tomczykiem się budzę. Wszystko to sprawka pracy licencjackiej, jednak tak pochłaniam każdą kolejną stronę jego książek, że przy sprzedaży przedpremierowej nie zastanawiałam się ani chwili i zamówiłam nowość. Piękna, pachnąca jeszcze drukarnią książka już jest ze mną, jednak obiecałam sobie, że dopóki nie skończę "Bloger i social media" tej nowinki nawet nie otworzę. Edit: Sam Jason Hunt polecił, żebym zaniechała czytanie Blogera i sięgnęła po SMS. Połowa już za mną.


P.S. Uwaga, uwaga! Książkę kupicie dokładnie tutaj i nie, nie znajdziecie jej w żadnej księgarni ani Empiku. 



Yankee Candle - z wiosną za oknem bywa na prawdę różnie a ja odkryłam, że w mojej kolekcji świec brakuje owocowego zapachu, który idealnie nada się na wiosnę i na lato. Tu z pomocą przyszło Yankee Candle i nowa seria zapachów Riviera Escape. Zapach Summer Peach w wosku okazał się świeżą i soczystą brzoskwinią dlatego też nie zawahałam się przed zamówieniem dużej świecy. Sezon na owoce uważam za otwarty!



Silcare - jeśli śledzicie mnie na Facebook'u pewnie już widzieliście, że po długim czasie wzbraniania się przed hybrydami, pod koniec marca kupiłam lampę i wszystkie inne potrzebne akcesoria. Pierwsze próby wykonania manicure były... istną porażką, jednak kolejne wychodziły co raz lepiej. Dziś chwalę sobie swoją decyzję, bo chociaż mam dwie lewe ręce do malowania i lepiej prowadzę auto niż pędzelek po płytce paznokcia to wreszcie po 22 latach swojego życia cieszę się długimi i ładnie pomalowanymi paznokciami. Lakiery z którymi zaczęłam swoją przygodę to marka Silcare, o której pojawi się osobny post. 




8 komentarzy:

  1. O lakierach Silcare jeszcze nie słyszałam, bo do tej pory korzystałam tylko z semilaców. Jak z ich jakością? Zastanawiałam się właśnie nad tą książką, bo mam dwie poprzednie i ostatecznie jej nie kupiłam, bo bałam się, że nie dowiem się z niej niczego więcej, niż to co znajdziemy w necie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lakiery mają poprawioną formułę, konsystencja jest taka jak powinna być, krycie po dwóch warstwach i na pazurkach trzymają się do dwóch tygodni (oczywiście ręce moczę jak każda "Pani domu") więc szczerze mogę je polecić. Jeśli chodzi o książkę to warto ją kupić, ma mnóstwo wskazówek i rozwinięć a wiadomości o niebo więcej niż znajdziemy w sieci :)

      Usuń
  2. Nie znam tej marki lakierów, chętnie o nich poczytam :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie zapoznam się z nową książką Tomka Tomczyka, bo pisze świetnie i daje dużo do myślenia :) YC uwielbiam

    OdpowiedzUsuń
  4. ja również chętnie poczytam i popatrzę na te lakiery - do tej pory ich nie znałam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja swoją przygodę z hybrydami również rozpoczęłam od Silcare, ale niestety dla mnie mimo, że kolori były naprawdę ładne okazały się totalnym bublem. Albo były tak rozwodnione, że wcale nie chciały kryć albo tak gęste, że o normalnym pomalowaniu paznokci nie było mowy. Na początek (głupia ja) kupiłam sobie 20 kolorków a z tego tylko 2 lub 3 okazały się ładne. Co do trwałości to też szału nie ma. Zdecydowanie nigdy już po nie nie sięgne za to myślę o kolejnych kolorkach z Semilac oraz planuje wypróbować Indigo :) Zapraszam do siebie! :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli blog Ci się spodobał - zaobserwuj i zostań ze mną na dłużej :)!

Copyright © 2014 minimalistKa , Blogger