sobota, 18 kwietnia 2015

`Yankee Candle - Beach Walk

Niestety pogoda na lubelszczyźnie nie rozpieszcza, zdrowie też nie ułatwia przetrwania wczesnej wiosny - tak więc na długo wyczekiwane posty ze stylizacjami trzeba będzie jeszcze poczekać. Pocieszeniem na złą pogodę i jeszcze gorszy stan zdrowia jest jak zwykle magia zapachów od Yankee Candle. Tym razem do kominka trafiła perełka, na którą długo czekałam, której nie mogłam zdobyć aż w końcu zagościła w moich zbiorach, mowa tu o Beach Walk. 
Słowem wstępu zdradziłam Wam, że zapachowe marzenie zostało spełnione. Teraz z niecierpliwością czekam na nową limitowaną edycję Life's Beach - będą to jedynie dwa zapachy aczkolwiek już słyszałam trochę pozytywnych opinii od szczęśliwców którzy nabyli zapachy Wild Sea Grass oraz Beach Holiday, zanim jeszcze te trafiły na nasz rynek.



Dzień był upalny, ale teraz ocean muska ciało przyjemnym, chłodnym wiatrem. Powoli zapada zmrok. Niepewne dotąd fale stają się hipnotyzujące i miarowe, a horyzont znika gdzieś w czeluściach ciemnego nieba. Świat zasypia, a wypełniona rozgrzanymi ciałami plaża pustoszeje. To idealny moment na romantyczny spacer - w towarzystwie ukochanej osoby i w akompaniamencie rajskich, wyspiarskich aromatów. Wieczorny Beach Walk pachnie pudrowym piżmem, sokiem wyciśniętym z dojrzewających do tej pory beztrosko pomarańczy i aromatem morskiej soli. Kompozycja kusi, zaprasza, chwyta za rękę i prowadzi po bezkresnym piasku. 

Historia Beach Walka jest krótka i niektórym znana... ale od początku. Otóż kiedy zobaczyłam tą uroczą naklejkę (tak tak, pierwszym bodźcem do "chcę go mieć" była naklejka) wiedziałam, że zapach może być interesujący, jak się okazało opis skusił mnie jeszcze bardziej do powiększenia swoich zbiorów o ten zapach. Chociaż z romantycznymi spacerami nad brzegiem mazurskich jezior nadal kojarzy mi się Lake Sunset, to Beach Walk również skierował myśli na powrót do czasu spędzonego na spacerach po rozgrzanym piasku, wsłuchiwaniu się w szum fal i rozpływaniu się w mazurskich nocach. Wiele osób uprzedzało mnie, że zapach Beach Walk jest mydlany, jednak mój nos na szczęście tego nie wyczuwa. Zapach jest typowym świeżakiem z delikatną pudrową nutą. Po rozgrzaniu świeżość w jednej chwili wypełnia pomieszczenie, po chwili nieśmiało, ale jednak zaczynają ujawniać swoją obecność nuty cytrusowe. Opis producenta w 100 % odzwierciedla zapach jakim obdarowało nas Yankee. Beach Walk stał się moim numerem 1 - swoimi nutami zapachowymi pobił na głowę zapach Napa Valley Sun - choć myślałam, że nic piękniejszego od Napy nie ma :)




11 komentarzy:

  1. Tyle piszesz dobrego o tych woskach, a ja jeszcze ich nie miałam :D muszę to zmienić ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie miałam tego zapachu ale narobiłaś mi ochoty ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. uwielbiam te woski!
    http://zielonoma.blogspot.it/2015/04/kimono.html

    OdpowiedzUsuń
  4. Lake sunset jest nieziemski, tego nie znam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. takie akcesoria zapachowe to i ja bardzo lubię :)! pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. o kurcze, opis jest bardzo kuszący :) a naklejka piękna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. po tym poście stwierdzam, że muszę się zapatrzeć w nowe zapachy z YC;p

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzisiaj muszę zapalić jakiś wosk.. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Bez dwóch zdań chcę go! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie trochę rozczarował. Spodziewałam się więcej słonej, morskiej bryzy... :-)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli blog Ci się spodobał - zaobserwuj i zostań ze mną na dłużej :)!

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia