Yankee Candle - Lemon Lavender od Cytrynowa ♥

Cześć! Od pewnego czasu kwestia zapachowa przycichła, ale nie oznacza to, że została zaniechana do końca - co to, to nie :)! Kto śledzi mój fanpage albo chociaż Instagram wie, że zapachów do zrecenzowania i podzielenia się z Wami moją opinią jest jeszcze cała masa :) Oficjalnie zakończyłam sesję - mam teraz więc trochę wolnego czasu dla siebie i dla Was. Oprócz zapachomani pojawią się też przygotowania do "My wedding dream". Poprowadzę Was razem ze mną przez wybór sukni, fryzury, makijażu, butów, welona i wielu innych drobiazgów związanych z tym wyjątkowym dniem. Powrócą również stylizacje - i to już niebawem! Będą idealne na uczelnie, kawę ze znajomymi albo wyjście na zakupy. 
Dziś natomiast przejdziemy do niespodzianki, którą otrzymałam od Drogerii Cytrynowa - przywędrowała do mnie jakiś czas temu jednak egzaminy nie pozwoliły na zaprezentowanie jej zawartości na blogu. Niemniej jednak nadrabiam stracony czas i jestem :) 
Czy słyszeliście już wcześniej o Drogerii Cytrynowa? Jeśli nie, koniecznie zbadajcie czujnym okiem jej asortyment, ponieważ oprócz wosków Yankee Candle - które ciężko jest już dostać w regularnej sprzedaży, znajdziecie mnóstwo kosmetyków Balea :) Dodatkowym atutem jest fakt, że w ofercie znajdziecie próbki wosków Yankee Candle, tak więc jeśli nie jesteście pewni czy dany zapach będzie Wam odpowiadał zamówcie jego próbkę, która kosztuję zaledwie 55gr :)! To bardzo fajna opcja dla początkujących.
Ja czekam tylko na przypływ gotówki i zamówię Beach Flowers, Loves me loves me not i Champaca Blossom - mam tylko nadzieję, że te zapachy nie zostaną wykupione zbyt prędko :)



Dziś zabiorę Was w podróż w którą zabrała mnie Cytrynowa...


Zbiór lawendy to w Prowansji prawdziwy rytuał, a moment zamieniania drobnych, białych, różowych i fioletowych kwiatów w wonną esencję to wyjątkowe święto i uczta dla zmysłów. Wtedy właśnie, kiedy lawenda staje się pożądanym, luksusowym olejkiem – mistrzowie perfumeryjni puszczają wodze fantazji i tworzą mieszanki zaskakujące. Tak nietuzinkowe, jak Lemon Lavender – zaklęta w wosku kompozycja, która rysuje przed oczami lawendowe danie główne skropione dla skontrastowania słodyczy odrobiną cytrynowego, odświeżającego dressingu.





Powiem Wam, że po Sicilian Lemon jakoś stroniłam od cytrynowych zapachów, lawenda też nigdy nie była mi bliska... połączenie dwóch zapachów, które nie przychodziły mi do głowy okazało się strzałem w dziesiątkę :)! Delikatna woń lawendy w połączeniu z kwaskowatym aromatem cytryny - rześkość gwarantowana. Choć nie wiem jak pachnie lawendowa Prowansja - a podobno mam się dowiedzieć już za kilka miesięcy, to właśnie tak ją sobie wyobrażam, nie jako mdłą lawendę odstraszającą mole, ale jako cudowną, delikatną, czarującą woń kwiatów, która przenosi nas w inny świat. Lemon Lavender to idealny wosk, którego aromat w połączeniu z dłuuugą kąpielą tworzy 100% relaks :)!







11 komentarzy:

  1. ciekawi mnie ten lawendowy zapach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. już od dłuższego czasu jestem ciekawa tych wosków!
    nutellaax.blogspot.com [KLIK]

    OdpowiedzUsuń
  3. mam go, ale jeszcze nie paliłam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. za lawendowymi zapachami nie przepadam :/

    OdpowiedzUsuń
  5. ja ostatnio kupiłam swoje pierwsze woski i pokochałam je! niedługo napiszę o nich na blogu :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli blog Ci się spodobał - zaobserwuj i zostań ze mną na dłużej :)!

Copyright © 2014 minimalistKa , Blogger